W blockchainie istotne jest utrzymanie wspólnej, zbiorowej księgi rozrachunków transakcji. Ma ona postać cyfrową i jest rozproszona po sieci, w takich samych kopiach. Dlatego nawet jeśli jeden z użytkowników chciałby coś zmienić, inni będą mieli oryginalną wersję danych. Technologia blockchain bazuje na sieci peer-to-peer, czyli działa bez centralnych komputerów, bez jednostki nadzorczej i bez jakiejś zaufanej trzeciej strony. Każdy komputer w sieci może brać udział w przesyłaniu i uwierzytelnianiu transakcji. A aktywność każdego podmiotu jest niepodważalna (potwierdza ją podpis cyfrowy każdej transakcji) i audytowalna (ponieważ transakcje przechowywane są w łańcuchu bloków).

Czy brak jednostki nadzorczej to zagrożenie? Zdaniem ekspertów z firmy Cloudware Polska zupełnie nie, ponieważ możliwość oszustwa została wyeliminowana przez zasadę budowy blockchain, a transakcje bez jakiejkolwiek instytucji nadrzędnej odbywają się po prostu szybciej i łatwiej.

Żeby to zrozumieć warto wrócić do przykładu notariusza. – Żeby na przykład umowa o zakupie mieszkania była wiążąca, trzeba poza kupującym i sprzedającym mieć trzecią, niezależną stronę. To właśnie notariusz. Jest to strona w teorii i w praktyce najczęściej niezwiązana z pozostałymi, która jest arbitrem nad umową i gwarantem przeprowadzenia transakcji w świetle prawa. Udział notariusza zapewnia też to, że żadna ze stron nie zmieni ustalonych zapisów umowy. Blockchain natomiast gwarantuje równe prawa obu stronom transakcji, a dodatkowo eliminuje notariusza, bo sam daje gwarancję niezmienności. Możemy więc wyobrazić sobie, że w przyszłości powstanie sieć blockchain dla kupujących i sprzedających mieszkania. Wystarczy wtedy uzgodnić warunki z drugą stroną umowy i całą transakcję będzie można przeprowadzić błyskawicznie, bez dodatkowych kosztów i bez komplikacji, bo w łańcuchu bloków wszyscy są sobie równi – mówi Grzegorz Gołda.

Równorzędność podmiotów jest też gwarantem niezmienności danych. Jedną z najważniejszych cech budowy blockchain jest bowiem to, że każdy węzeł w sieci (czyli każdy podmiot, który jest członkiem transakcji czy jakiejś wymiany) ma własną kopię rejestru. – Zatem nawet jeżeli ktoś zacznie zmieniać coś w swojej kopii rejestru, to będzie niezgodne z całą resztą i taka ingerencja szybko wyjdzie na jaw. Dlatego istotne jest to, że dane są rozporoszone, a każdy ma swoją kopię. Dzięki temu wzrasta też zaufanie między stronami transakcji. Bo nie ma sytuacji, w której jeden podmiot dominuje i ma wszystko, a reszta np. tylko korzysta z danych, które są u niego – tłumaczy Marcin Sztanderski.